Tu jesteś:   Strona główna >  Historia >  Historia nagrody 2003

Historia nagrody 2003

Kisielem w mur

"Nie wierz człowiekowi, który ci mówi, że głową muru nie przebijesz. Walenie głową w mur to czynność o dużym znaczeniu poznawczym: uzmysławia ona walącemu siłę muru w sposób niezwykle dobitny i plastyczny - inaczej znałby ją tylko ze słyszenia" - pisał Stefan Kisielewski. Kisiel nie dodał, że walenie głową w mur uzmysławia także jego słabe strony. A stąd już tylko krok do zburzenia muru. Ludźmi, którzy podjęli trud walenia głową w mur, mimo że bywa to bolesne, są wszyscy tegoroczni laureaci Nagród Kisiela - Roman Kluska (w kategorii przedsiębiorca), Jan Rokita (polityk) i Janusz Majcherek (publicysta). Są oni też ucieleśnieniem innej maksymy Kisiela - "Prawdy niemiłe nie przestają być prawdami". Dlatego też te niemiłe prawdy głoszą. Kluska - prawdę o urzędniczej mafii duszącej przedsiębiorczość, Rokita - o politycznej mafii pasożytującej na państwie, Majcherek - o zniewoleniu elit przez mafijny sposób myślenia i działania. Kapituła Nagród Kisiela wyróżniła Romana Kluskę za "walkę z bezprawiem", Jana Rokitę za "walkę o państwo prawa", a Janusza Majcherka za "walkę z populizmem". Stefan Kisielewski sformułował kiedyś "Kodeks człowieka pobłażliwego", który można by nazwać dekalogiem człowieka przyzwoitego. Tegoroczni laureaci przyzwoitymi ludźmi na pewno są. I nie brak im Kisielowej pobłażliwości. Dobrze ich charakteryzują trzy paragrafy kodeksu. Paragraf drugi powiada: "Człowiek pobłażliwy stara się zrozumieć wszystko i wszystkich, zrozumienie bowiem jest koniecznym warunkiem pobłażliwości. Pobłażanie bez zrozumienia byłoby jedynie formą obojętności i lenistwa duchowego". W paragrafie czwartym czytamy: "Człowiek pobłażliwy musi w swej pobłażliwości zrobić jeden wyjątek: nie wolno mu pobłażać samemu sobie". Z kolei paragraf siódmy powiada: "Człowiek pobłażliwy po powaleniu przeciwnika natychmiast pomaga mu wstać". Wszystkich tegorocznych laureatów - i Kisiela - łączy też Kraków. Po wojnie Stefan Kisielewski wykładał tam przez cztery lata w Wyższej Szkole Muzycznej, a przez kilkadziesiąt lat był związany z "Tygodnikiem Powszechnym". Publicystą tego pisma i krakowianinem jest Janusz Majcherek. Rodowitym krakowianinem jest też Jan Rokita. Roman Kluska mieszka co prawda w Nowym Sączu, ale studiował w Krakowie - jest absolwentem Wydziału Cybernetyki i Informatyki tamtejszej Akademii Ekonomicznej. Poza tym w podkrakowskich Łagiewnikach ufundował Bazylikę Miłosierdzia Bożego.

Mur korupcji

Roman Kluska jest założycielem i wieloletnim prezesem spółki Optimus. W lipcu 2002 r., już po rezygnacji z kierowania firmą, został w widowiskowy sposób zatrzymany i aresztowany pod zarzutem wyłudzenia przez Optimus 30 mln zł podatku VAT. Wolność odzyskał po wpłaceniu rekordowej w Polsce kaucji (8 mln zł). Odebrano mu jednak paszport, a jako dodatkowe zabezpieczenie majątkowe zajęto jego posiadłość. Choć w styczniu 2003 r. należność podatkową grupy Onet SA (prawnego następcy Optimusa) umorzył Urząd Skarbowy w Nowym Sączu, Kluska nadal musi walczyć z prokuraturą - postępowanie karne wciąż trwa. Roman Kluska uświadomił opinii publicznej, jak skorumpowany jest aparat skarbowy i nadzorujący go politycy.
Wśród faworytów w kategorii przedsiębiorca byli bracia Adam i Jerzy Krzanowscy, twórcy spółki Nowy Styl. Podczas obrad kapituły niespodziewanie na drugie miejsce wysunął się jednak Stefan Duk, zgłoszony przez Tomasza Wołka. - Duk, były wicemistrz polski w boksie, jest przykładem polskiego biznesmena, który zdecydował się działać tam, gdzie przedsiębiorcy jest bardzo trudno, czyli na Warmii i Mazurach. Dał pracę wielu ludziom. Dzięki temu jubilerowi, a obecnie hodowcy szanse na ożywienie ma cały region - argumentował szef odradzającego się dziennika "Życie". Duk przegrał ostatecznie z Kluską trzema głosami.

Mur bezprawia

Choć wśród kandydatów zgłoszonych przez członków Kapituły Nagrody Kisiela w kategorii polityk Jan Rokita był zdecydowanym liderem, zwycięstwo dało mu dopiero drugie głosowanie. Niespodziewanie zagroził mu minister Jerzy Hausner. Kandydatura Rokity dla większości członków kapituły była tak oczywista, że nie widzieli potrzeby jej uzasadniania. To jeden z liderów najlepiej notowanej obecnie partii - Platformy Obywatelskiej, człowiek, który dla państwa prawa robi więcej niż większa część wymiaru sprawiedliwości. - To dla mnie niezwykły rok. Nigdy wcześniej nie spotkało mnie tyle oznak poparcia i sympatii okazywanej spontanicznie w tramwajach, restauracjach, na ulicy. A teraz jeszcze ta nagroda, tym wspanialsza, że postać Kisiela zawsze była mi bliska - mówił Jan Rokita tuż po odebraniu wiadomości o przyznaniu mu nagrody. - To wszystko dla polityka stanowi najlepszy dowód, że jego praca ma sens.
Kandydaturę Hausnera najgoręcej popierała Henryka Bochniarz, szefowa Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych. - To pierwszy minister zajmujący się gospodarką, który rozumie problemy pracodawców - uzasadniała Henryka Bochniarz. Oponował Ernest Skalski, komentator "Gazety Wyborczej": - Nie jest sztuką mieć dobrą koncepcję. Sztuką jest ją zrealizować - mówił. Podobnego zdania był Mieczysław Wilczek. - Liczy się skuteczność. Poczekajmy, czy mu się powiedzie - apelował przedsiębiorca i były minister.

Mur głupoty

Członkowie kapituły byli zdziwieni, że Janusz Majcherek nie został uhonorowany Nagrodą Kisiela wcześniej. - Ten publicysta wyróżnia się odwagą - mówi Andrzej Olechowski. Janusz Majcherek jest z wykształcenia filozofem i socjologiem. Na nagrodę zapracował politycznymi komentarzami w "Rzeczpospolitej" i "Tygodniku Powszechnym". Nie tylko ma odwagę piętnować głupotę rządzących, ale i rządzonych. W swojej publicystyce nie stosuje się wprawdzie do zasady Kisiela, że "polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby", ale sam Stefan Kisielewski się do niej nie stosował. - Kisielewski zawsze był dla mnie wzorem publicysty - mówi Janusz Majcherek. - Nagroda jego imienia jest więc dla mnie wyjątkowo radosnym wyróżnieniem. Jestem dumny, że moje teksty ukazują się na łamach, które on swoją publicystyką przez kilkadziesiąt lat ozdabiał.

Kisiel dwóch wieków

Jerzy Kisielewski, syn Kisiela, uznał, że tegoroczni zwycięzcy spodobaliby się jego ojcu. - Dwóch z nich, czyli Jana Rokitę i Janusza Majcherka, znał osobiście - mówił po posiedzeniu Jerzy Kisielewski. - Nagrody Kisiela przyznajemy już drugi wiek. Historia nagrody sięga bowiem ubiegłego stulecia - żartował podczas obrad kapituły Marek Król, redaktor naczelny "Wprost". Nagrody Kisiela są wręczane od 1990 r. Najpierw przyznawał je Stefan Kisielewski. Po jego śmierci zadanie to przejęła Kapituła Nagród Kisiela, w której zasiadają wszyscy dotychczasowi laureaci, Jerzy Kisielewski (gość honorowy) i Marek Król. Dobrym mottem tegorocznej edycji Nagród Kisiela mogłoby być jego słynne powiedzonko: "Gdyby dureń zrozumiał, że jest durniem, automatycznie przestałby być durniem. Z tego wniosek, że durnie rekrutują się jedynie spośród ludzi pewnych, że nie są durniami".

Cezary Gmyz, Grzegorz Pawelczyk
Zobacz również galerię zdjęć z gali w 2003 roku