Tu jesteś:   Strona główna >  Felietony >  Cud noworoczny (felieton...

Felietony

Cud noworoczny (felieton optymistyczny)

Data:
2010-10-20 09:07
Cud się stał pewnego razu, Hej! Dziad przemówił do obrazu, Hej! A obraz doń ani słowa, Hej! Taka była ich rozmowa, Hej! Hej! Hej! Hej!
Taki to był cud Starego Roku, roku, który właśnie nam minął. Nie jest to zresztą wcale cud najgorszy. W dawniejszych bowiem latach dziad w ogóle nie próbował się do obrazu odzywać. Ani słówka: po prostu jakby obrazu nie było. Nowością ostatniego roku stało się to, że dziad się odezwał. A teraz czekamy na cud całkiem świeży: że obraz wreszcie odpowie. Może nastąpi to nawet w tymże Nowym Roku. Jako niepoprawny optymista wierzę w to i wszystkim zainteresowanym tj. całej Polsce serdecznie tego życzę. Na razie bowiem i ja odgrywałem rolę przemawiającego dziada. Mówi tak i siak, tędy i owędy, gestykuluje, tłumaczy na wszelkie sposoby – a obraz milczy. Ale milczy, to wcale, jak chcą ludzie małoduszni, pesymiści i defetyści, nie znaczy, że nie słyszy albo, że nie ma nic do powiedzenia. Po prostu uznał, iż nie nadeszła jeszcze odpowiednia do przemawiania chwila, po prostu czeka na właściwy moment. Moment nadejdzie i obraz przemówi, a wtedy wszystko się wyjaśni. Kiedy to będzie? Liczę, że w zbliżającym się Nowym Roku. Król umarł, niech żyje król! Rok umarł, niech żyje Rok!

- Panie, panie – powie ktoś. – Co pan tu za głodne kawałki i perele z morelami przedstawia?! Mówże pan jaśniej, bez cudów i alegorii, o co właściwie chodzi?! Co znaczy dziad, co znaczy obraz i w ogóle po co pan to pisze?! „Cierpliwa publika łyka i łyka" ale właściwie na jaką i jak długo jeszcze?!

- Nic z tego, moi Mili. Zachowajcie spokój. Tego symbolu z dziadem i z obrazem Wam nie wyjaśnię, choć radaby Dusza do Raju. Wiem, że lubicie łatwizny i proste tłumaczenia. Chcielibyście na przykład, żeby Dziad był symbolem Obywatela a Obraz symbolem Ustroju i że niby obywatel przemawia do Ustroju a Ustrój Obywatelowi nie odpowiada. Nic z tego, Kochani, na takie łatwe kalambury (kalambzdury) mnie nie weźmiecie. A jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie, po co piszę, jest ona prosta: dla forsy. Ostatnio zbuntowałem się, bo za felieton płacą mi w „Tygodniku" ryczałt, bez względu na wielkość. I w dodatku jakiś czytelnik narzeka, że felietony o Londynie są za długie. – Za długie?! A kijże Wam w oko, macie wobec tego krótki i bulcie tę samą forsę! (Ile dostaję za felieton, tego Wam nie powiem, bo zdradzić mogę tylko wielebnemu posłowi Ajnenkielowi, którego rzeczy te specjalnie interesują. Do wymienionego posła mam specjalny sentyment: posiada on nazwisko na A, jak Ajzenhauer, a mnie dolary amerykańskie bardzo interesują, jak to już kiedyś z trybuny sejmowej było mówione. Niech żyje!).

Tak więc – w Nowym Roku liczymy na zmianę w zachowaniu się obrazu: nareszcie przemówi. W ogóle liczymy na zmiany, bo zmienność jest dowodem na niezmienność praw dialektycznej zmienności. Zobaczymy zresztą, jak z tym będzie.

Jest jednak człowiek, który się naprawdę nie zmienia: to Kazimierz Krukowski. I jeszcze drugi: Adolf Dymsza. Wybrałem się ostatnio do warszawskiego teatrzyku „Syrena". Gdy niezapomniany „Lopek” ze starego „Qui pro quo” zjawił się przed kurtyną, załkałem z cicha, a przy „wiechowym” numerze Dymszy płakałem już całym pyskiem. Jest jednak w Polsce coś, co się nie zmienia: kabaret. I jaki – po prostu doskonały. A więc wszyscy biegiem do „Syreny” (to oczywiście reklama i nie bezpłatna, panie pośle A.).

Wzruszyły mnie te przedwojenne wspominki, toteż na zakończenie pozwolę sobie wypożyczyć sławne powiedzenie Kazimierza Krukowskiego (wszystkie zresztą dowcipy w tym felietonie są czasowo wypożyczone). A powiedzenie to brzmi:

„Jak się nie ma
Co się lubi,
To się lubi,
Co się ma".

Toteż ja bardzo lubię ministra Dietrycha i ministra Trąmpczyńskiego, nie mówiąc już o ministrze Kuryluku i pośle Ajnenkielu. Niech żyje !

29 XII 1957, TP nr 466