Tu jesteś:   Strona główna >  Felietony >  Kartka z podróży

Felietony

Kartka z podróży

Data:
2010-10-11 09:30
„Piękna nasza Polska cała, piękna wzdłuż i wszerz"... „A czy znasz ty bracie młody, te pokrewne twoje rody" ?... „W góry, w góry miły bracie, tam swoboda czeka na cię..." „A jeśli odjeżdżasz bywaj zdrów, o naszej przyjaźni dobrze mów"... „Bywaj dziewczę zdrowe, ojczyzna mię woła..."
Te i tym podobne piosenki i wierszyki obudziły we mnie tęsknotę za podróżą: wyrwać się na trochę z podwawelskiego grodu i powłóczyć nieco po nowej rzeczywistości. Decyzja była szybka: zapakowałem do walizki dwie koszule, ostami numer „Kuźnicy" i — jazda!

W Warszawie, jak zwykle — fura znajomych. Na wyścigi opowiadają mi o wspaniałym obchodzie l-go maja. Między sztandarami i transparentami niesiono kukłę, przedstawiającą wicepremiera Mikołajczyka, siedzącego na dwóch stołkach oraz drugą, przedstawiającą również wicepremiera Mikołajczyka, ale bez ręki (?). Zdumiony tym jestem. Jestem coraz bardziej zdumiony, ale przypominam sobie, że nigdy nie byłem specjalnie bystry i nie znałem się na polityce. Wobec tego żegnam rozpolitykowaną Warszawę, zabieram się i — jazda do Gdańska.

Gdańsk z góry wygląda jak zbiór pudełek, pozbawionych przykrywki, z dołu jeszcze gorzej. Wobec tego jadę samochodem do Sopot. Martwię się, gdzie będę nocował, ale z kłopotu wybawia mnie olbrzymi napis: „PPS to Twój dom". Udaję się tam, lecz niestety okazuje się, że wziąłem napis nazbyt dosłownie. Nie tylko że nie chcą mnie przenocować, ale w ogóle traktują mnie jak wariata. Dziwne. Wychodzę więc znów na miasto, aby się rozejrzeć. Wszędzie na murach napisy : "prrr ! prrr !" Widocznie konie tutejsze są specjalnie narowiste — może denerwuje je bliskość morza. Najbardziej jednak zdumiewa mnie kolosalny transparent z proroczym zdaniem: „Trzykrotnie tak odpowie naród w referendum". Skąd autor napisu wie z góry, jaki będzie wynik referendum — nie pojmuję! A może pytał się Szyllera-Szkolnika lub Ossowieckiego ? Przedziwne rzeczy dzieją się na tym Wybrzeżu !

Zdezorientowany i znużony wstępuję do baru, aby orzeźwić się kieliszkiem wódki. Tu nareszcie (gdzieżby indziej ?) spotykam znajomych, kolegów i przyjaciół. Proponują mi nocleg — zachwycony akceptuję. Niezadługo zasypiam w pięknej poniemieckiej willi. Śnią mi się różnokolorowe miasta, których mury oklejone są różnokolorowymi afiszami, głoszącymi różne przedziwne sentencje np. „Obywatele, szczurów na świecie za wiele" albo „Chcieliście Polski no to ją macie, skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie". Dopiero rano zdaję sobie sprawę, że pierwsze z tych zdań pochodzi z wiersza Sebyły, drugie — z Gałczyńskiego. Sen-mara !

Jadę do Gdyni. Posmutniała bardzo przez te siedem lat, któreśmy się nie widzieli. I tu konie są nerwowe — napisy na murach świadczą o tym dobitnie. Wstępuję do baru, zjadam płaską jak dzisiejsza publicystyka flądrę i popijam piwem. Na plaży pusto jak w artykułach Grotowskiego. Trzeba wracać do Gdańska. Jutro jadę do Katowic. Dalsze, równie wyczerpujące sprawozdanie nadeślę Wam już ze stolicy węgla.

19. V. 1946, TP nr 61