Tu jesteś:   Strona główna >  Felietony >  300-lecie części prasy?!

Felietony

300-lecie części prasy?!

Data:
2010-12-31 10:04
Entuzjastycznie przyjąłem wiadomość o obchodzie 300-lecia prasy polskiej, jako że jestem zawodowym pożeraczem gazet i babrzę się w owej branży od lat niemal dwudziestu pięciu. Radość moją z tej imprezy mąciło jednak jakieś głęboko ukryte, ale wyraźnie złowróżbne przeczucie. Mówiło mi ono, iż nie mam się co cieszyć z tej zapowiadanej uczty prasowoduchowej, gdyż ja na niej biesiadować nie będę, w myśl zasady „nie dla psa kiełbasa", względnie: „psie głosy nie idą pod niebiosy" lub też — „cóż po psie w kościele, i tak pacierza nie umie". I rzeczywiście : nie biesiadowałem.
Prócz mnie znaleźli się jeszcze inni nie powołani, którzy również wzięli zaproszenie do ucztowania na serio i nabrali sporej oskomy. Mam na myśli redakcję „Tygodnika Powszechnego". Zacne to pismo zapaliło się bardzo do owego trzystolecia i z rzadką u siebie operatywnością machnęło szybko ciekawy przeglądzik prasy krakowskiej na przestrzeni lat trzystu pióra p. Zenona Szczeniowskiego. Intencje mieli dobre, apetyt uzasadniony: sądzili, że wezmą udział w uczcie, że „Tygodnik Powszechny" będzie również na tej uczcie jednym, choćby skromnym daniem lub przystawką (móżdżek po krakowsku czy flaki a la catholique). Ale zawiedli się srodze. Oto jak potraktował ich zapędy kolega Ludwik Krasucki, autor przeglądu prasy w „Trybunie Ludu". (Boję się, że zakrzyknie on w tym momencie gromko: — Tylko nie kolega, tylko nie kolega! Ja dla Pana żaden kolega!). Cytuję słowa kolegi:
"Jak wiadomo obchód 300-lecia prasy polskiej nie oznacza bynajmniej bezkrytycznego nawiązania do całej tradycji w tej dziedzinie, lecz do jej nurtu postępowego, demokratycznego, patriotycznego. Inną wersję obchodu proponuje nam "Tygodnik Powszechny", wyliczając w artykule Zenona Szczeniowskiego "300 lat prasy krakowskiej" tytuły wielu pism zdecydowanie reakcyjnych, wśród których poczesne miejsce zajmuje IKC. Starannie zawoalowane komplementy pod adresem tych pism dobitnie ilustrują tendencje artykułu".

Hm. Po pierwsze, co do formy językowej: czy komplementy ilustrują tendencje, czy tendencje komplementy, bo to jakoś nie jasne? A teraz co do treści. Kolega (czy pan) Krasucki wysuwa tezę, ze obchód nie dotyczy prasy polskiej lecz części prasy polskiej. Hm. Jakoś nam nikt tego przedtem nie mówił. Nasuwa się też pytanie, jaka będzie ta część? W Krakowie wyglądałaby ona arcymizernie, jeśli się pominie pisma odgrywające tak ważną rolę w rozwoju polskiej myśli politycznej pod zaborami, jak „Czas" czy „Nowa Reforma", albo pismo, które miało niestety (niestety, ale prawda) tak ogromny wpływ na opinię publiczną okresu II Rzeczypospolitej, jak „Ilustrowany Kurier Codzienny". Opisując menażerię nie można pominąć słonia, choćby nawet ów słoń był słoniem negatywnym i miał brzydkie myśli.

Tutaj właśnie mam do kolegi (czy też już pana?) Krasuckiego pretensję, że ujmuje sprawę nie dialektycznie i nie po marksistowsku. Jak wiadomo, nie jestem marksistą ale skłoniony wydarzeniami przestudiowałem tę koncepcję i - muszę przyznać - sporo skorzystałem. Natomiast kolega (nie tracę nadziei) Krasucki przestudiował na pewno rzecz tę z urzędu, ale jakoś skutków tego po nim nie widać. Wszakże jedna z głównych tez dialektyki mówi, że treścią historii, decydującą o jej rozwoju jest konflikt przeciwieństw, wewnętrzna walka sprzeczności. Pomijanie dualizmu, przedstawianie jednej tylko strony antynomii jest a-historyczne i a-dialektyczne: opisując na przykład walkę socjalizmu z kapitalizmem nie można pomijać... kapitalizmu: diabeł nie istnieje bez anioła, światło nie istnieje bez cienia; żadna teza nie powinna się chwalić brakiem swej antytezy, bo po pierwsze nie ma czym, po drugie zaś jest to niemożliwe: tylko w fałszywych opowiastkach dla dzieci wszyscy okazują się dobrzy, szlachetni i nie mają wątpliwości.

Jeśli zaś chodzi o postępowość i wstecznictwo, to są to również pojęcia zmienne, zależne od stadium historii, związane z całokształtem okoliczności społeczno-gospodarczych. Marks uważał, że burżuazja była postępowa w stosunku do feudalizmu, zaś proletariat jest postępowy w stosunku do burżuazji. Zawsze w stosunku do czegoś - oto istota dialektyki historycznej. Kto to zrozumie, ten nie będzie się dziwił, że 200 lat temu nie było prasy socjalistycznej, albo że liberałowie z „Nowej Reformy" nie zostali marksistami. Chcąc określić, która prasa na przestrzeni lat 300 była „postępowa", trzeba by sporządzić skomplikowaną tabelę dla każdego dziesięciolecia niemal, i dla każdej dzielnicy kraju. Ponieważ zaś nikt przed przystąpieniem do obchodu tabeli takiej nie sporządził, każdy normalny zjadacz słowa drukowanego uznał zgodnie z logiką i zdrowym rozsądkiem, że chodzi tu o 300-lecie CAŁEJ prasy polskiej w jej historycznym, antynomicznym i złożonym rozwoju.


Wzywając kolegę (w myśl powyższych wywodów) Krasuckiego, aby powrócił do zasad myśli dialektycznej, pozostaję z należnymi wyrazami.

12 II 1961, TP nr 629