Tu jesteś:   Strona główna >  Felietony >  Wysoki Sejmie!

Felietony

Wysoki Sejmie!

Data:
2010-12-15 13:40
A więc znalazłem się wreszcie w owym Sejmie, czego i Warn życzę.
Najpierw były targi o klub, w rezultacie, jak już zapewne wiecie, powstał dziewięcio- w tej chwili osobowy klub posłów katolickich „Znak" (nazwa oczywiście od wiechowskiego „Znakiem tego"). Potem się okazało, że to nie klub tylko koło, z czego wniosek, że kluby nie są okrągłe lecz kanciaste. Koło czy nie koło, ale istnienie jego jest faktem obiektywnie stwierdzalnym, przy tym jest ono (koło, nie istnienie) małe i zgrane, zgrane nie w sensie np. zgrania się w karty — to dopiero nastąpi — lecz w sensie „stańczenia się" czyli tzw. doboru naturalnego.

Ktoś powie, że to niedobrze, iż koło jest małe. Inny spyta, dlaczego nie weszli doń wszyscy posłowie, programowo przyznający się do katolicyzmu, dlaczego nie ma jedności, dlaczego katolicy się kłócą etc. Odpowiem na to prosto: jeśli posłowie katoliccy reprezentują wielomilionową rzeszę ludzi o światopoglądzie katolickim w Polsce, to obowiązkiem ich jest odzwierciedlić całe bogactwo, całą różnorodność odcieni, całą gamę poglądów nurtujących tę masę. Katolicyzm nie jest przecież poglądem politycznym: to nadrzędny, uniwersalistyczny światopogląd, w którym jest miejsce na różne poszczególne poglądy, dotyczące spraw świata tego. Wszelkie sztuczne jednoczenie się byłoby tutaj śmieszne, bezcelowe, nie na miejscu, byłoby zubożeniem i wulgaryzacją. Dlatego dobrze się stało, że posłowie katoliccy w Sejmie są niejednomyślni i nie stworzyli mechanicznie jednego klubu. Sto lat. niech żyje! (za 3 000 zł).

W ogóle z tym hasłem jedności to rzecz podejrzana. Przypomina mi ono dawne dobre sanacyjne czasy: też ciągle wołano, że musi być jedność i Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem, bo inaczej grozi bezrząd i anarchia. Ostatecznie, pal licho: rozumiem czasem konieczność jedności w polityce, ale nie pogodzę się z nią w problematyce ocen moralnych i światopoglądowych, w kulturze, nauce czy sztuce. Dlatego mocno zadziwił mnie fakt, że jeden z najbardziej szanowanych ludzi w Polsce, prof. Tadeusz Kotarbiński, zwrócił się do zakładających Akademię Umiejętności w Krakowie profesorów z apelem, aby w imię „jedności nauki" zaniechali swego niecnego dzieła. Cóż to jest „jedność nauki"?! Toż słowa te o milę zalatują minionym rzekomo okresem. Im więcej niezależnych placówek i instytucji naukowych, im więcej dyskusji i rozbieżności, tym chyba dla prawdy naukowej lepiej?! I ten list podpisał Wielki Liberał, nieustraszony partyzant wolności myśli Tadeusz Kotarbiński?! To chyba jakaś pomyłka!

Ale wróćmy do Sejmu. Pierwsze posiedzenie, troszkę mnie zawiodło. Popularny dowcip mówi, że Polska przed Październikiem to był zepsuty samochód, a Polska po Październiku to ten sam zepsuty samochód, któremu tylko zreperowano... klakson. Tym klaksonem ma być chyba Sejm, ale jak dotąd to coś wcale nie za głośno trąbi. Dziarskich przemówień nie było, tylko wstawać, siadać, podnieść rękę, opuścić rękę. Próbowałem urozmaicać tę monotonię wstrzymywaniem się od głosu, ale prezes naszego klubu Stanisław Stomma (ten sam nazwany przeze mnie ongiś stommą ziemniaczaną) trzymał mnie na uwięzi wzrokiem wbijając we mnie oczy jak noże. Już to dyscyplina partyjna większa jest u nas niż w PZPR — zawsze mówiłem, że te marksisty i te katoliki bardzo są z mentalności do siebie podobne. Ale co ja robię w tej branży?! Ano prawda — ratuję biedną Polskę.

Pocieszył mnie jedynie zespół nazwisk sejmowych, odczytywanych podczas ślubowania. Jest więc Kozioł i Koziołek, Zając i Zajączek, jest Słowik, Skowron, Wydra, Ziemba, Robak i Liszka, mamy Koguta, Wróbla, dwóch Wilków. Z zawodów biorą udział w Sejmie Szewczyk, Kowal, Kowalczyk i Hajduk, z przedmiotów Dąb-Kocioł, Rózga i Motyka, z dni tygodnia obecny jest Poniedziałek, jest trzech Majów, mamy wreszcie dwóch niezbędnych w każdym Sejmie Warchołów (będzie nas więcej). Dla ludzi religijnych jest Dusza, dwaj Królowie, Niedzielski, Nieszporek i Piłat. To mnie bardzo pocieszyło: a wiec Sejm jest swojski, nie taki znów śmiertelnie poważny; z początku nieco może odrętwiały, jako że dużo w nim nowicjuszy, ale odrętwiały to niekoniecznie znaczy - drętwy. Zauważmy, że jeden poseł głosował przeciwko Cyrankiewiczowi, co znowu jeden z przywódców Partii określił jako „pożyteczne memento". (Osobiście mam do premiera Cyrankiewicza stosunek podyktowany przez religie, uważam bowiem, że większa jest radość z jednego nawróconego niż z 99 sprawiedliwych). A więc bądźmy przy nadziei, że nasz czterysta pięćdziesięciosiedmiogłowy noworodek się rozrusza. Na razie spocznij.

17 III 1957, TP nr 426