Tu jesteś:   Strona główna >  Felietony >  Zabawa w kupie

Felietony

Zabawa w kupie

Data:
2010-11-11 14:58
"Film Polski" wprowadził innowację: ulgowych biletów do kin nie można już kupować indywidualnie, lecz za pośrednictwem Związku, na zbiorowe listy, wystawione przez zakład pracy.
Tak więc facet (-tka), który (-a) pracuje w biurze czy w fabryce, może iść do kina tylko w towarzystwie swoich kolegów z pracy. Wiem, że niejeden pisarczyk potrafi przedstawić ten stan rzeczy w sposób bardzo pociągający, uwypuklając wszelkie jego (stanu rzeczy) zalety wychowawcze. Wierny swojej roli, pozwolę zatem sobie przedstawić negatyw sprawy. A więc: odpoczynek psychiczny polega zasadniczo na zmianie trybu życia, zajęcia i otoczenia. Taki jest sens wszelkich wyjazdów na urlopy czy na różne obozy wypoczynkowe: chodzi o to, aby znaleźć się w nowym otoczeniu, w odmiennej atmosferze, aby pożyć trochę innym życiem, życiem niezależnym, swobodnym, nieodpowiedzialnym, "na własny rachunek". Pewien okres takiego życia pozwala człowiekowi zregenerować przemęczoną "szarą korę mózgową", odrodzić się, powrócić do pracy ze świeżym zapałem. Rzeczy to bardzo znane - ale jak się zdaje nie są one znane P. T. "Filmowi Polskiemu". Pobyt w kinie to przecież również nic innego, jak parogodzinny urlop wypoczynkowy. Jednym z jego uroków i zasadniczych elementów decydujących o wypoczynku jest właśnie fakt, że w kinie znajdujemy się pośród ludzi nieznajomych, że przez chwilę zapominamy o naszym normalnym życiu, że wyprawa do kina, nawet włącznie ze staniem w ogonie i wymienianie z sąsiadami grzmiących inwektyw, jest wyprawą niecodzienną: tkwi tu, jak w turystyce czy sporcie, element indywidualnego "wyczynu", ryzyka, niepewności, przygody. Tymczasem dokonana przez "Film Polski" reforma w dużym stopniu niweczy te wypoczynkowe właściwości kina. Facet (-tka) idzie na film w towarzystwie swych kolegów z pracy, których ma na co dzień. Odpada wiec element odmienności tła, kontrastu, niespodzianki oraz arcydoniosła świadomość, że działa się "na własny rachunek", w sposób jedyny, niepowtarzalny, odpada poczucie (może nieco złudne, lecz wspaniałe, zbawiennie oddziałujące na ludzką psychikę i jej regenerację) własnej, jedynej w swoim rodzaju ważności. Facet (-tka) widząc w kinie te same twarze co w biurze czy w fabryce, nie odpoczywa tak jak powinien (-na), atmosfera pracy bowiem przedłuża mu się również i na czas pobytu w kinie, w ten zaś sposób zniweczona zostaje odmiana, stano¬wiąca zasadniczy element odpoczynku. Tak więc "Film Polski", zmniejszając wydatnie wartość ożywczą filmowego wypoczynku, wykroczył tu zdecydowanie przeciwko akcji "O". Sądzę, że przedsiębiorstwo to winno zatrudnić doradcę psychologa, eksperta w sprawach wypoczynku psychicznego - pouczyłby on na pewno Szanowną Dyrekcję o tych podstawowych, prostych i powszechnie znanych zasadach higieny psychicznej i nie widać powodu, dla którego tak doniosłe problemy załatwiane być mają po dyletancku.

Ale ta sprawa to mucha w porównaniu z drugą podobną, poczwarzącą się ostatnio na łaniach "Po Prostu". Czytuję ten organ naszych osesków, kierując się zgniłą perwersją: lubię słuchać głupstw zebranych w dużych ilościach, lubię się irytować i chodzić po ścianie. Od dłuższego czasu w przemiłym i przedziwnym tym organie toczy się dyskusja zatytułowana: "O nowy styl zabawy" (wyobraźcie sobie - co ?). Ostatnio (nr 10) nastąpiło redakcyjne podsumowanie dyskusji. Widzimy tam wnioski i sformułowania, dotyczące kwestii, jaka powinna być zabawa, jaki powinien być wieczorek czy bal. A więc na przykład: "Nie rozbijajmy się po kątach na parki. Bawmy się razem swobodnie, szczerze i naturalnie. I wówczas wyjdzie (?! - przyp. mój) wspólny śpiew, nie poprzez administracyjne nawoływanie przez megafon i wówczas wyjdą (?!) wspólne gry".

O rety, ludzie!! "Nie rozbijajmy się po kątach na parki". "Wyjdą wspólne gry" (chyba za drzwi wyjdą). Pomijam już fakt, że są w życiu okoliczności, kiedy stanowczo i absolutnie trzeba "rozbijać się na parki" (bywają też momenty, gdy konieczna jest kompletna samotność). Ale widocznie zabawa nie ma z tym nic wspólnego. A więc - zgoda. Tańczymy we troje: para może się trzymać wpół, a trzeci gość będzie ich trzymał za szyję. Wyobraźmy sobie takiego trójkowego mazura - cóż to będzie za bycza siurpryza - jakby pająki tańczyły. I głos wodzireja: panna Stasia i pan Józio, prosimy z kąta, na środeczek proszę państwa, nie rozbijać się na parki, prosimy dobrać sobie trzeciego! A teraz rrraz, dwa, trzy i jesteśmy naturalni, swobodni i szczerzy, śpiewamy piosneczki i zzzabawa w chowanego, w salonowca, w ciuciubabkę. Z kąta, z kąta, co tam robicie w kącie, kto siedzi po ciemku, kto nie śpiewa, kto jest nienaturalny, nieswobodny, nieszczery?!? I rraz i dwa i trzy i cztery...

Kolegom z "Po Prostu" również radzimy zwrócić się do fachowca psychologa — nauka przede wszystkim. A może prościej będzie — od razu do psychiatry.

PS Jeśli już jesteśmy przy sprawie tańców, pląsów, harców itp., to wypada zaanonsować PT. Czytelnikom ważną (he, he) wiadomość. Otrzymaliśmy mianowicie kablogram od niejakiego Leopolda Tyrmanda, że jest on w posiadaniu decydujących (hi, hi) dodatkowych argumentów dotyczących dyskusji o jazzie i że takowe niezadługo nadeśle. Cieszmy się więc i czekajmy.

1952

Felieton skonfiskowany przez cenzurę