Tu jesteś:   Strona główna >  Felietony >  O zgubności powagi

Felietony

O zgubności powagi

Data:
2010-11-10 09:17
Motto: „Jaki śmieszny jesteś pod oknem" (Znana piosenka)
Bronię się rozpaczliwie przed tym, aby nie mieć opinii człowieka poważnego i w ogóle aby nie stać się człowiekiem poważnym bo wtedy - koniec z powagą. Człowiek poważny jest niepoważny, człowiekowi niepoważnemu uda się może zachować powagę. Powiecie, że to paradoks, a tymczasem wcale nie: najprawdziwsza prawda (paradoks jest prawdą, prawda paradoksem). Ten kto da się wkręcić w ogólną powagę, łatwo może ulec balonizacji (dać z siebie zrobić balona), ten kto w założeniu jest niepoważny w żadnym wypadku nie stanie się już mniej poważny. Przed deszczem chrońcie się do wody - tam na pewno nie zmokniecie, bo już przed tym będziecie mokrzy.

Powaga przeżera nasze życie pisane, zwłaszcza nasze dziennikarstwo: powaga wobec samych siebie oczywiście, bo niepowagę rezerwujemy dla przeciwników (tzw. „krwawa ironia" czyli drwina śmiertelnie poważna, w myśl starej ironicznej zasady Janusza Minkiewicza: dowcip nie może być śmieszny, bo dowcip jest to oręż w walce - któż kiedy widział śmieszny oręż, hadko nawet nim się posługiwać). Więc skoro dziennikarstwo nasze super jest poważne, to niżej podpisany jako dziennikarz bezrobotny czyli antydziennikarz nie może dać uwikłać się w tę powagę. Zwłaszcza gdy pisuje (bardziej z przyzwyczajenia i z potrzeby finansowej niż z przekonania), w takim również super poważnym piśmie jak „Tygodnik Powszechny". Przeciwieństwa się stykają, super powaga graniczy z komizmem: aleście poważni - aż śmieszni. Wstyd mi dzisiaj, że mi się kiedyś zdarzyło napisać parę poważnych artykułów. Ludzie śmieją się z nich po dziś dzień. Brrr!

Powaga przy tym wymaga przestrzegania pewnej konwencji, a nawet wypełniania wymagań wielu różnych konwencji: są bowiem konwencje treściowe, są i formalne, są merytoryczne, są i zewnętrzne, są stylistyczne, redakcyjne, psychologiczne, taktyczne i w ogóle cała masa innych. Powaga, odpowiedzialność, obowiązkowość, rozumność, solidarność i inne właściwości człowieka serioznego i na stanowisku narzucają konieczność przestrzegania wszystkich tych rodzajów konwencji naraz: jest to sztuka niełatwa, wręcz ekwilibrystyczna, ten, co ją uprawia, zachować też musi minę bardzo uroczystą, jak akrobata chodzący po linie czy żongler kunsztownie igrający kulami. Człowiek niepoważny natomiast może być swobodny, żadne konwencje go nie wiążą, zachowuje się dowolnie, jest zaprzeczeniem wszelkiej zaplanowanej kunsztowności. Można by go porównać do małego słonika w składzie porcelany: wprawdzie porcelana to rzecz bądź co bądź cenna (każdy ludzki wytwór ma swoją cenę - nawet konwencja), ale mały indywidualny słonik wiele nie natłucze, a co się zabawi, to się zabawi (niech choć jeden taki będzie na świecie !). W dodatku słonik ów zostanie sobą, uniknie groźby balonizacji dokonanej przez powagę, ta jego swoboda może w końcu podnieść kogoś na duchu. A nawet jeśli nikogo już podnieść na duchu nie zdoła, to jednak da satysfakcję samemu owemu słonikowi. Będzie to satysfakcja czysta, wyprana z konwencji, a takich satysfakcji coraz to jest w naszym poważnym życiu mniej.

Istnieje opinia, że Polacy mają duże poczucie humoru. Osobiście wcale tego nie uważam, przynajmniej jeśli chodzi o Polaków współczesnych, czy młodszych od niżej podpisanego. Istnieje, owszem, humor prywatny, ale zbyt często identyfikuje się go z cynizmem. Humoru publicznego nie ma, to znaczy istnieje nie zamierzony, wywołany przez powagę, tudzież jej pochodną balonizację. W tej sytuacji trzeba walczyć o brak powagi. - Bóg mi powierzył humor Polaków! - powiedział kiedyś Janusz Minkiewicz. Oczywiście mylił się, bo stosunki z Panem Bogiem ma słabe - co innego niżej podpisany, pisujący (prawem kaduka zresztą) w arcypoważnym organie zawodowych katolików. Pragnie więc on (niżej podpisany) wyzyskać stosunki wyrobione mu przez to pismo, w celu zachowania pewnego przywileju. Przywilej ten, to dożywotni brak powagi. Próbowałem już wprawdzie, jak wspomniałem, być poważny (niech mnie za to Bóg skarze), ośmieszyłem się wówczas setnie, ale teraz już przysięgam dołożyć wszelkich sił, aby do śmierci nie być poważny, pod żadnym względem. Sprawa nie jest łatwa, bo nie tak to łatwo z konsekwencją zachowywać się łatwo: zawodowi żartownisie też bywają poważni, a poza tym w Polsce istnieje pewien pozór, snobizm na udawanie humoru. A mnie nie chodzi o pozór i snobizm, chodzi mi o to, aby rzeczywiście życiem swoim i czynami zrealizować konsekwentny IDEAŁ NIEPOWAGI, aby wśród ludzi wyrzekających na deszcz być jedynym nie wyrzekającym, bo już z góry mokrym. Czy się to uda ? A no, zobaczymy. Po czynach ich poznacie je!

28 V 1967, TP nr 957