Tu jesteś:   Strona główna >  Felietony >  W Polsce mówi się po angielsku

Felietony

W Polsce mówi się po angielsku

Data:
2010-11-04 15:21
Jak wiadomo język angielski ma pewną specyficzną właściwość, tę mianowicie, że pisze się w nim zupełnie inaczej, niż się wymawia. Np. pisze się Churchill, czyta się Czerczil, pisze się Eden, czyta się Iden itp.
Jest to zwłaszcza trudne w nazwiskach: znałem Angielkę, która będąc długi czas poza Anglią nie wiedziała, jak się wymawia nazwiska niektórych angielskich mężów stanu — bo za jej bytności w ojczyźnie nie byli oni jeszcze znani, a stałych, określonych zasad w tym względzie nie ma. Ta specyficzna cecha angielskiej pisowni powoli zaczyna się przyjmować i w innych krajach. Zwłaszcza u nas angielszczyzna zyskała ostatnio wielką popularność. Wynika to ze specjalnych uzdolnień Polaków do języków: jak wiadomo Polak bardzo łatwo uczy się obcych języków, przeciwnie niż cudzoziemcy polskiego; odegrała tu też rolę zapewne stara nasza sympatia do Anglii, umocniona jeszcze przez alians wojenny; niewątpliwie jest w tym również i nieco snobizmu. Jakiekolwiek byłyby tego przyczyny, faktem jest, że wielu Polaków umie już czytać po angielsku i to także nazwiska — nawet krajowe. Jeszcze za dawnych czasów sanacji słyszało się, że są w Polsce nazwiska angielskie, np. pisało się Mościcki, czytało — Piłsudski. Obecnie także nazwisk angielskich w kraju nie brak, szczęściem wszyscy umieją je czytać: wielu ludzi w czasie okupacji, wykorzystując długie wieczory po godzinie policyjnej opanowało ten język bardzo dobrze. Angielszczyznę uprawiają także nasze dzienniki, co dobrze świadczy o kulturze lingwistycznej dziennikarzy. I tu również nasza znajomość czytania po angielsku przydaje się znakomicie. A oto parę przykładów. Pisze się: na akademii, zebraniu, wiecu xy przy burzliwych owacjach spontanicznie uchwalono, że... Czyta się : na akademii, zebraniu, wiecu xy przewodniczący odczytał rezolucję i po paru cichych oklaskach uznał ją za uchwaloną jednomyślnie. Jak widzimy, znajomość angielskiej pisowni jest dziś w Polsce bardzo potrzebna.

Ostatnio na angielski przeszedł również i BOŚ. Będąc niedawno w Warszawie podziwiałem angielską precyzję, z jaką zredagowane zostało zarządzenie o przejściu na własność miasta wszystkich placów w Warszawie. Aby nie odstraszać prywatnej inicjatywy, BOŚ zarządził, że chociaż place są własnością miasta, to domy wystawione na nich sumptem prywatnych właścicieli są — ich prywatną własnością, zaś place puszcza im się w "dzierżawę wieczystą" tj. na 99 lat. Zdanie to ma pisownię typowo angielską. Prywatni przedsiębiorcy budowlani i właściciele, wykorzystując swą znajomość tego języka szybko odczytali, że kiedy zbudują domy, miasto oświadczy im pewnego dnia: — Moi kochani, musimy wam wypowiedzieć dzierżawę, bo potrzebne są nam te place, więc szybko zabierajcie sobie swoje domy. Wobec tego — w Warszawie nikt nie buduje — ale place są (nawet dużo).

Tak więc widzimy, że znajomość angielskiego staje się dzisiaj wprost nieodzowna. Angielszczyzna wypiera niemal polszczyznę, tak jak niegdyś słynne "austriackie gadanie". Zresztą nic dziwnego: żyjemy w epoce zbliżenia międzynarodowego. A więc : uczmy się języków!

3 III 1946, TP nr 50