Tu jesteś:   Strona główna >  Felietony >  Tygodniowa sałatka

Felietony

Tygodniowa sałatka

Data:
2010-10-29 12:15
Sałatka, bo wszystkiego będzie tu po trochu, lecz niczym śle nie najecie. Chodzi po prostu o to, aby potrącić o szereg tematów, których domagają się czytelnicy, zarzucający wciąż moim felietonom bujanie w obłokach, abstrakcjonizm, elitaryzm, pięknoduchostwo (nieładne słowo, pochodzi od „szengajsta", ale co zrobić) i dekadencję. A więc - frontem do życia, do konkretu, do realiów!
Rzecz pierwsza - sprawa pogody - niezwykle paląca (właściwie na odwrót). W numerze 190 „Tygodnika" z ubiegłego roku zamieściłem felieton pt. „Pogoda w Krakowie", zapowiadając jednocześnie cykl dalszych felietonów, omawiających ten w najwyższym stopniu pasjonujący temat. Niestety - zamiary ludzkie, to rzecz krucha, więcej już problemu pogody nie poruszyłem, zająwszy się (mea culpa!) kwestiami mniejszej wagi, jak polityka, sztuka, filozofia itd. A tu tymczasem do redakcji walą się drzwiami i oknami stosy listów, telefonów, anonimów, depesz: czekamy na dalsze omawianie pogody, dlaczego nie piszecie o pogodzie, co co, pogoda?! Przepraszam Czytelników i obiecuję, że już w najbliższych numerach zwrócę się frontem do wiatru i deszczu. Na razie stwierdzani krótko: jest źle, wiosny nie ma, Śnieg sypie, bociany i skowronki marzną, woda w głowie również (patrz pismo „Poprostu"). Dalsze informacje za tydzień.

Dalej. Kwestia Akcji H. Chodzi mianowicie o mięso. Osobiście odżywiam się korzonkami i zmarzłymi jagodami, popijam zaś rozpuszczanym w ustach śniegiem. Rozumiem jednak, że dla ludzi mniej uduchowionych potrzebne jest mięso. Toteż z pełnym aplauzem przeczytałem nadesłany mi przez jednego z czytelników artykuł pisma „Życie Olsztyńskie" nr 25 z dn. 26 I br. pt. „Odłogi muszą wydać plon". Znajduje się tam wezwanie do zarządów spółdzielni „Samopomoc Chłopska".

„Waszym zadaniem jest wyjaśnić gospodarzom, że pragniemy, aby im krowy, konie rodziły się 3 razy do roku, aby im z każdym dniem działo się lepiej. Ale powiedzcie im i to również, że nie będziemy tolerować wyzysku tych, którym konie nawet raz na rok rodzić się nie chcą lub nie mogą".

Co to znaczy: nie chcą?! Co to znaczy: nie mogą?! Przy dzisiejszym rozwoju nauki konie winny się rodzić dwa razy na miesiąc, krowy zaś trzy razy na dwa miesiące (krowa rzadziej, bo się opiera: takie to już głupie bydlę). Żadne wykręty, żadne tłumaczenia się niemożnością nie będą tu uwzględniane.

Przechodzimy teraz na teren nowych wydawnictw. Jak słychać, tutaj również zastosowana ma być Akcja H. Na razie z tej serii ukazały się „Kwiaty polskie" Tuwima. Mistrz w ognistych strofach gromi sanację, jak na dłoni udowadniając, że zawsze był jej (sanacji, nie dłoni) śmiertelnym wrogiem i że cierpiał za jej czasów wielką nędzę (bo i rzeczywiście, któż by wyżył z nędznych pączków w Ziemiańskiej i z mizernej, z łaski przez Wieniawę postawionej angielki czystej). Dalej opisuje Mistrz, jak sanacja rozbroiła moralnie społeczeństwo wobec Niemców - starannie przemilcza jednak rolę pewnego poety, co to napisał „Rżnij karabinem w bruk ulicy". „Kwiaty polskie" to, obok „Strof o państwie" tegoż autora, lektura pouczająca a wartościowa - po prostu „Piękne z pożytecznym". Radzi się przeczytać to dzieło zwłaszcza niektórym osobnikom o słabszej pamięci i mało obznajmionym z historią - choćby autorowi „Zielonej Gęsi", któremu poświęcono tam strofkę arcyserdeczną. Wedle stawu grobla.

Jedziemy dalej. Sprawy wina czerwonego omawialiśmy już (żadna firma nic mi nie przysłała; prywatnie tylko i anonimowo otrzymałem butelkę białego wina, które posłałem do zbadania, obawiając się trucizny. Odpowiedz, jaką nadesłał mi przeprowadzający analizę specjalista, była dziwna i niezrozumiała: „Pański koń jest chory na cukrzycę !"); omawialiśmy też Minkiewicza (znowu zaczepił mnie w „Przekroju", twierdząc, że jestem endekiem i zgryźliwym pijakiem, co jest nieprawdą, jestem bowiem centrolewicowym liberałem i zjadliwym abstynentem); omawialiśmy wreszcie szereg innych spraw; pozostaje więc nam trochę miejsca, wobec czego w myśl życzenia Czytelników, poświęćmy je, dziś jeszcze, sprawom pogody. A więc:

Jest biało. (Jak wiadomo najbielszy obraz świata przed¬stawia niewinne dzieweczki, udające się w białych welonach w zamieć śnieżną do ślubu. Najczarniejszy obraz przedstawia walkę Murzynów przy czarnej kawie w tunelu, najczerwieńszy - Żółkiewskiego, Dygata i Werfla łowiących gotowane raki w Morzu Czerwonym). Jest biało. (Podobno w Stanach Zjednoczonych są ośrodki polskie, do dziś dnia dzielące się na czerwonych i białych. Czerwoni to zwolennicy Piłsudskiego, biali - Hallera). Jest biało. (Kolor biały jest u Chińczyków kolorem żałoby. Pewien mój kolega, któremu w wagonie sypialnym ukradli ubranie, został na ulicy w Warszawie wzięty za ducha i aresztowany). Jest biało (ale będzie zielono: „Zieleni się zboże" - w głowach). Jest biało, zimno, wietrzno - szczegóły statystyczne dotyczące temperatury podamy w numerze najbliższym. Na razie jest biało.

1949