Tu jesteś:   Strona główna >  Felietony >  W pogoni za opozycją

Felietony

W pogoni za opozycją

Data:
2010-10-25 12:02
„Łatwo jest być w opozycji - znacznie trudniej popierać Rząd” - to powiedzenie słyszy się często - napisał to bodaj nawet red. Borejsza, Pomijam już sprawę, że nie brzmi to właściwie całkiem pochlebnie dla Rządu - ale, co ważniejsze, nie jest bynajmniej słuszne.
Znam obywatela, który postanowił wstąpić do opozycji. Zdarł kilka par butów, wydał dużo pieniędzy na koleje, autobusy, riksze, depesze, telefony, napiwki i - opozycji nie znalazł. Okazało się, że być w opozycji nie jest wcale łatwo, bo - opozycji nie ma. Obywatel ów poszedł najpierw do PSL-u. - Czego pan obywatel chce - spytano go. - Chcę wstąpić do opozycji - odpowiedział. - To nie tu, tu nie mieszka - my jesteśmy partią należącą do koalicji rządowej, mamy w Rządzie ministrów i wicepremiera, popieramy reformy społeczne przez rząd dokonane - więc opozycją nie jesteśmy. - Hm - przepraszam, powiedział obywatel i poszedł do Stronnictwa Pracy. Lecz tam powiedziano to samo, z pewnymi wariantami (ministrów w rządzie nie mają). Obywatel znów przeprosił i poszedł po kolei do innych stronnictw. Wszędzie jednak słyszał to samo, z małymi odmianami. Zaczął się dziwić coraz bardziej: jak to? - nie ma opozycji „Jego Królewskiej Mości"? - to niemożliwe. Gorączkowo chodził tu i tam - ale jakoś bez rezultatu.

W pojęciu opozycji zawiera się zasada legalności: obywatel był obywatelem w pełnym tego słowa znaczeniu lojalnym - nie pójdzie przecież do opozycji „leśnej", która wali po łbie i strzela — to nie jest opozycja, tylko zgoła co innego - tak uważał obywatel.

Przypadkiem wreszcie usłyszał gdzieś, że masoni są w opozycji. Masoneria jak wiadomo jest organizacją legalną, w dodatku rządzi światem. Masonów poznać łatwo: noszą znaczki w klapie i podając rękę zaginają duży palec. Obywatel zaczepił kilku takich osobników, lecz udawali, ze o niczym nie wiedzą - widocznie nie mieli doń zaufania. Obywatel zaczął tłumaczyć im swoje intencje - że chce należeć do legalnej opozycji i dlatego postanowił zostać masonem - lecz osobnicy oddalili się szybko, pokazując palcem na czoło. Widocznie to nowy znak masoński - pomyślał obywatel i postanowił nim się posłużyć. Wszedł do natłoczonego w „mięsny" dzień lokalu ostentacyjnie wskazując palcem na czoło. Ledwo go jednak zauważono, lokal zaczął się. opróżniać w zadziwiającym tempie. Kilku gościom tak się nawet spieszyło, że wyszli oknem, a jeden stłukł oszklone drzwi. Kelnerzy zostali wprawdzie, ale zabarykadowali się. za bufetem i wzięli do rąk ciężkie syfony z wodą sodową. - Źle - pomyślał obywatel - widocznie nie przyjmują nowych członków. Ale co tu robić?

Nagle błysnęła mu zbawcza myśl. Przecież „Tygodnik Powszechny" jest pismem opozycyjnym - zgłoszę się do redakcji. Lecz i tu czekał go zawód. Redaktor obłudnie ugrzeczniony, pochylony z fałszywą pokorą, z wiecznym lisim uśmiechem na twarzy oświadczył mu, że „Tygodnik" nie jest pismem politycznym lecz religijno-społecznym i z żadną opozycją nic wspólnego nie ma i mieć nie chce. Redaktor radzi mu zwrócić się do „Tygodnika Warszawskiego”, „Dziś i Jutro” albo „Odrodzenia”. Lecz obywatel miał już dosyć poszukiwań. Postanowił zrezygnować z opozycji i odpocząć w domowym zaciszu. Tam możecie go znaleźć każdego dnia: siedzi w domu i nie czyta gazet. Nerwowo nie wytrzymał.

5. V. 1946, TP nr 59