Tu jesteś:   Strona główna >  Felietony >  Wyjechałem do Paryża!

Felietony

Wyjechałem do Paryża!

Data:
2010-10-22 09:59
Wyjechałem do Paryża! W chwili, gdy oczy Wasze padną na ten tytuł, ja, niepomny znanego przysłowia („i w Paryżu nie zrobią z owsa ryżu") szlifować będę bruki Stolicy Świata pod rączkę z uroczymi... no, zresztą mniejsza z tym.
Nareszcie więc się człowiek dochrapał, bo przecież na ów zgniły, kapitalistyczny Zachód wyjeżdżam po raz pierwszy po wojnie. Najpierw we fte i we fte, tam, na boki, nazad i jeszcze raz jeździ tylko z wielkim wstrętem do kapitalizmu Osmańczyk i Iwaszkiewicz. Potem, po Październiku, rzuciła się w zachodnie strony cała falanga (nie dosłownie!) niemniej krytycznie wobec kapitalizmu nastrojonych rodaków. Ja, jak zawsze, spóźniłem się i jadę ostatni. W dodatku jadę bez forsy. Wprawdzie pewien Poseł twierdzi, że wąchałem dolary ale w rzeczywistości jestem w takiej sytuacji, jak większość ludzi w Polsce: chciałbym bardzo je powąchać, ale nie mogę, bo... nie dają. Węża w kieszeni mają te Amerykany, a my znowu jak ta dziewica: biedna ale uczciwa. Trudno - co robić.

Jadę więc bez forsy, ale od czegóż ręka (oczywiście prawa), którą wyciągnie się w pokorze do emigracyjnych rodaków-przyjaciół (- Panie Józiu, z ręką pod kościół - jak mówiła do pewnego pana pewna cnotliwa panna w ciemnym kinie). Oczywiście nie mogę sprzedać owym Rodakom za owe pieniążki żadnych strategicznych tajemnic ani szpiegowskich sekrecików. Nie te czasy, panowie - bulić z miłości czyli za darmo! Miłość platoniczna w dzisiejszej wersji to miłość bez pieniędzy, ale nie zamierzam w Paryżu kochać się w starych znajomych pla(j)tonicznie. Jak kapitalizm, to kapitalizm: grunt to forsa!

Jadę z czystym sumieniem, bo przed wyjazdem straciłem w Sejmie dziewictwo: wygłosiłem mowę. Jedni mówili, że głupia, inni, że niezbyt mądra - nasz wielki polityk Stomma (onże mason) rwał włosy z czaszki, że niedobra (oczywiście nie czaszka lecz mowa); nie spodobała się też pliszce. W sumie jakoś obleciało, a pewien stary dowcip zrobił nawet sejmową karierę i wszyscy o nim mówili, zaniechawszy na ten czas debat o nawożeniu ogródków działkowych. Tylko jedno: jak na drugi dzień przeczytałem prasę warszawską, to stwierdziłem, że przemówienie moje w każdym z pism streszczone było inaczej, a żadne z tych streszczeń w najmniejszym stopniu nie przypominało tego, co naprawdę powiedziałem. Taka to i prasa. I jeszcze domaga się wolności słowa! Chałę i dzieci małe - jak mówią w Krakowie.

Ale wróćmy do Paryża, to znaczy do wyjazdu do Paryża. Jadę ze smutkiem, ale wrócę a przez czas nieobecności nadsyłać Wam będę felietony na temat stosunków produkcji w krajach kapitalistycznych. Jeśli natomiast chodzi o sprawy polskie, to muszę ich na dwa miesiące, z wielką dla nich szkodą, zaniechać. Korespondentów moich, którzy uporczywie zgłaszają pretensję, że jeszcze nie zmieniłem w naszym kraju wszystkiego od podstaw, proszę o kierowanie listów na razie do Stanisława Stommy, któremu pozostawiłem plenipotencję i wzór modelu gospodarczego, jaki zaprojektowałem i jaki wobec tego z całą pewnością i natychmiast będzie wprowadzony. Resztę powiem Wam na festiwalu muzyki jazzowej, który w tym roku dla odmiany urządzamy w Gdańsku (chuligani, stawcie się licznie, a oduczymy Was chuligaństwa tak, że się Warn do śmierci odechce).

A więc do widzenia. Mimo wszystko łza się w oku kręci (jadłem właśnie cebulę). Trzymajcie się wiatru.

12 V 1957, TP nr 434