Tu jesteś:   Strona główna >  Felietony >  Świat się zmienia

Felietony

Świat się zmienia

Data:
2010-10-13 09:11
Pierwszy raz po dziesięciu latach odwiedziłem Tatry. Są wspaniałe - jak dawniej - nic się nie zmieniły. Niemcy wycofując się nie zdążyli ich zburzyć. Co prawda na szczycie Fajek widać jakąś białą rysę, skała jest odłupana — ale to od pioruna - nie od bomby. Mocniejszy Pan Bóg niż pan Rymsza, mocniejszy Pan Bóg niż pan Hitler.
Poza tą rysą zmian nie widać - nie zmieniła się też bieda góralska w podhalańskich wioskach. Jedyna zmiana od 36-go roku, kiedy byłem tam po raz ostatni, jest ta, że nie wolno chodzić na czeską stronę. Co prawda Czesi przyjęli mnie bardzo mile i gościnnie (o, przepraszam - wygadałem się!) - lecz oficjalnie - chodzić nie wolno. Szkoda - „cierpkie pobratymstwo" oddzielone górami - to smutne. Ale są pono nadzieje, że ten stan rzeczy się zmieni.

Niezłomne trwanie Tatr podniosło mnie na duchu - jakżeż jest krzepiące, w porównaniu z potokiem zmienności, który płynie przez Polskę. Ileż zmian w ciągu ostatnich lat! Ile ludzi powędrowało w różne strony świata, ile ludzi przewędrowało z jednych krańców Polski w inne, o setki kilometrów, do innych, nowych domów, ile miast zmieniło mieszkańców, jakie rzesze uchodźców, repatriantów, poszukiwaczy nowego życia przewinęło się przez ulice naszych miast; a Warszawa, a warszawiacy! Nawet ten stary, pozornie statyczny Kraków zmienił się bardzo: z przedwojennej twierdzy socjalizmu stał się dziś ostoją wstecznictwa. Pomimo ogólnego ruchu naprzód, dużo bowiem jeszcze mamy w Polsce wstecznictwa. Wstecznictwo wytyka się dziś nawet królom: w „Dzienniku Polskim" pewien pan nie radzi odbudować kolumny Zygmunta w Warszawie, jako że król ten był wielkim wstecznikiem. Ha cóż! Signum temporis! Ale nie obawiajmy się - tempo przemian jest tak szybkie, że zdezorientowani wstecznicy nie nadążą za prądem; osiądą na dnie, jak kamienie w górskiej rzece. Miejsce ich zajmą... - niestety nie ma słowa przeciwnego do słowa wstecznik - proponuje rozpisać konkurs na stworzenie go.

Za kilkadziesiąt lat nasze wnuki nie wiele już wiedzieć będą o tym, co działo się na tej biednej ziemi w dawnych, zamierzchłych i wyklętych czasach feudalizmu, obszarnictwa, kapitalizmu, indywidualizmu i wielu innych zgubnych „izmów". Po prostu nie poznamy tego kraju. Wszystko będzie wspaniale urządzone. Dzieci wychowywane będą w żłóbkach pod kierunkiem fachowców, potem pójdą do szkół - obowiązywać już wtedy będzie reforma szkolna pana Żółkiewskiego, on sam zaś dożyje swych lat jako zasłużony, siwobrody minister oświaty, twórca nowej kultury i autor wydanego w milionach egzemplarzy elementarza, z którego wszystkie dzieci polskie będą się uczyć czytać. Nad elementarzem tym, zatytułowanym „Pójdź dziecię, ja cię uczyć każę !" Żółkiewski pracuje już dzisiaj. Dzięki niedyskrecji jego sekretarki (Żółkiewskiego - nie elementarza) udało mi się rzucić okiem na pierwsze litery, które dla zbudowania współczesnych odnotowuję:


A czy wiesz, kto to był Marks ?

Bo zapomnisz, co to jest nadwartość !

Czy wiesz, co to jest materializm dziejowy?

Dlaczego nie posługujesz się w myśleniu materialistyczną dialektyką ?

Ech, nie chodź do kościoła - religia nie jest sprawdzalna naukowo.

Fe, nie bądź wstecznikiem.

G... itd.

Tak więc, życie za lat kilkadziesiąt zmieni się zupełnie. My, jeśli dożyjemy, stare już antyki z epoki arystokracji i prałatów z podziwem obserwować będziemy tęgiego, siwobrodego starca w okularach, twórcę nowego życia i nowej kultury. Wznoszę jego zdrowie.

17 VIII 1946, TP nr 74